Sekret z zamkowej zbrojowni. Pięćset lat cieszyńskiej tajemnicy
Cieszyn, 23 maja 2026
Powiem wam, jak to było.
Była sobota, samo południe, nad Wzgórzem Zamkowym w Cieszynie rozległ się huk. Najpierw armata, zaraz potem Bractwo Kurkowe z salwą honorową. Zadymiło, a nim uszy znów przyzwyczaiły się do ciszy, wszystkie ręce podjęły się bić brawo.
Rok 1526. Pierwszy ślad
Wyobraźcie sobie wielokulturowy Cieszyn pięćset lat temu. Miasto łączące światy; polski, czeski, śląski, habsburski. Miasto, w którym każdy kupiec, rzemieślnik i wędrowny czeladnik zostawia po sobie jakiś ślad. Dziś szczególnie przyjrzymy się jednemu z nich.
W księdze przychodów i wydatków Cieszyna, w latach 1526–1528, pojawia się nazwisko: Jerzy Puszkarz. To rusznikarz żyjący za panowania księcia Kazimierza II. Człowiek, po którym zostało właściwie tylko to - imię, zawód i wpis w miejskiej księdze rachunkowej. Nie wiemy skąd przyszedł, ani gdzie się uczył swojego fachu, ale wiemy, że to od niego zaczęła się długa historia cieszyńskiego rusznikarstwa.
Nazwisko Puszkarz pochodzi z czeskiego: "puška", czyli po czesku - strzelba. Wielojęzyczność od samego początku. Zresztą cieszynka przez pięćset lat zyskała nazwy w tylu językach, że sam ich spis zajmuje cały slajd prezentacyjny: Teschinke, Tschinke, Těšínka, Činka, po ukraińsku Чинка, po węgiersku Tescheni Puska, a gdzieniegdzie jeszcze Ptaszyna albo Ptaszczka, bo służyła głównie do polowania na ptactwo siedzące. W ilu rękach, na ilu dworach się pojawiła? (Nawiasem mówiąc - nawet Adam Mickiewicz pisał o "ptaszniczkach" w czwartej księdze Pana Tadeusza.)
23 maja nie jest również datą przypadkową na świętowanie 500 lecia: dwanaście lat temu, 23 maja 2014 roku, rusznikarstwo cieszyńskie jako pierwsze w Polsce trafiło na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego.
Wielka zmiana
Pod koniec XVI wieku na scenę wkracza Georg Kurland - ślusarz i rusznikarz, człowiek o nazwisku sugerującym nadbałtyckie korzenie (bo Kurlandia to dzisiejsza Łotwa), a pracujący w samym sercu Śląska.
Jego modyfikacja zamka kołowego - serca każdej strzelby czarnoprochowej, była genialna w swojej prostocie. Mniej części, mniejsza waga, przy znacząco zwiększonej precyzji. Zamek kurlandzki, jak zaczęto go nazywać, sprawił że cieszynka stała się prawdopodobnie najlepszą małokalibrową bronią myśliwską w ówczesnej Europie. Wiedziały o tym habsburskie dwory, wiedziały o tym kolekcje królewskie, wiedzieli o tym myśliwi od Wiednia aż po Sztokholm.
A teraz posłuchajcie tego: kilka miesięcy temu Jerzy Wałga (o którym za chwilę!) wziął do rąk oryginalny egzemplarz Kurlanda, rozpoznał go i dokonał jego renowacji. Czterysta lat między jednym mistrzem a drugim.
Co tak naprawdę jest w środku
Żeby zrozumieć, czym jest cieszynka, trzeba wiedzieć jedno: to nie jest strzelba. To znaczy, strzelba też, ale przede wszystkim jest to przedmiot, który powstaje na przecięciu siedmiu rzemiosł.
Siedmiu!
Drewno: łoże cieszynki (element, w którym osadzona jest lufa) robi się z gruszy - twardej, ciepłej w dotyku, podatnej na obróbkę. Stolarz musi je przygotować tak, żeby każdy kształt był precyzyjny co-do-milimetra. Potem przychodzi snycerz, który rzeźbi w tym drewnie: kolba w kształcie sarniej nóżki, charakterystyczny uchwyt na trzy palce, który amortyzuje odrzut przy strzelaniu z policzka, nie z ramienia jak w zwykłej strzelbie. To już dwa rzemiosła.
Ślusarz buduje mechanizm, rusznikarz montuje całość i dopasowuje elementy tak, żeby strzelba była jednym, precyzyjnym organizmem. Grawer zdobi elementy metalowe: blachy zamka, osłony i wkręty wzorami, które są jak podpis warsztatu. Szyftarz zdobi kolbę technikami unikalnymi dla tego regionu. I wreszcie inkrustacja: w drewno i metal wkłada się kość, masę perłową, srebro - materiały, które zamieniają narzędzie w dzieło sztuki.
Mistrz Wałga mówi niekiedy nawet o ośmiu zawodach. A wszystkim tym zajmuje się jedna osoba poświęcając na każdą cieszynkę ponad 4 miesiące pracy.
Ponad sto sześćdziesiąt świadków
Musée de l'Armée w Paryżu ma swoje egzemplarze. Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku ma swoje. Ermitaż w Sankt Petersburgu. Victoria and Albert Museum w Londynie. Hofjagd- und Rüstkammer w Wiedniu. Zamek Królewski na Wawelu w Krakowie. Łącznie ponad 160 udokumentowanych egzemplarzy w ponad pięćdziesięciu instytucjach muzealnych. A liczba ta wciąż rośnie, bo badacze wciąż odnajdują kolejne, skatalogowane pod błędnymi nazwami albo zapomniane, w magazynach.
Niech przykładem tego będzie zamek Červený Kameň na Słowacji, pięćdziesiąt kilometrów od Bratysławy. Wcześniejsze badania wskazywały na dwa egzemplarze. Gdy naukowcy przyjrzeli się bliżej - okazało się, że są cztery. Jedna z tych cieszynek, wykonana około 1610–1620 roku przez nieznanego mistrza posługującego się monogramem "MA", pochodzi z zamku Hlohovec i wywodzi się z kolekcji węgierskiego rodu arystokratycznego Erdődy. Jak dotarła na Słowację? Szlakami handlowymi, które Cieszyn utrzymywał z tym regionem od XVI wieku. Historia każdej strzelby to osobna opowieść.
Jedna z cieszynek pojawiła się kiedyś na aukcji w sztokholmskim domu aukcyjnym. Wałga zobaczył zdjęcia i od razu powiedział: warsztat Kurlanda, okolice 1595 roku.
Każda cieszynka ma swój podpis. Nie chodzi nawet o inicjały, czy punce, ale o proporcje, o grawer, o charakter inkrustacji.
Nagroda, której nie było
Kilka lat temu ktoś wpadł na pomysł, żeby powiedzieć o tym światu głośno. Cieszyńskie rusznikarstwo artystyczne zgłoszono do Nagrody Księżnej Asturii - prestiżowej hiszpańskiej nagrody, którą nieoficjalnie porównuje się do Nobla w dziedzinie kultury. Wcześniej dostawali ją Pedro Almodóvar, tancerze flamenco, muzycy z całego świata.
I cieszyńska cieszynka.
No, prawie. Przegrała z Meryl Streep.
Gdy opowiadano nam o tym w ramach prelekcji, na rzutniku pojawiły się dwa zdjęcia: Meryl Streep przy biurku i ceremonia wręczenia nagrody w Oviedo. Sala przyjęła tę informację w milczeniu — ale takim milczeniu, w którym słychać było coś w rodzaju dumy. Rzemieślnik z Cieszyna, w szrankach z Hollywood.
Ostatni i jego następcy
Ale wróćmy na Stary Targ 2.
To tam, w pracowni przy tej samej ulicy co Izba Cieszyńskich Mistrzów, pracuje Jerzy Wałga. Ostatni rusznikarz w Europie, który wykonuje cieszynki od początku do końca — od surowego drewna gruszy po gotową strzelbę gotową do strzału. W 2025 roku trafił na światową listę rzemieślników Homo Faber prowadzoną przez Michelangelo Foundation w Genewie. W 2026 roku odebrał Złoty Medal Gloria Artis - najwyższe odznaczenie państwowe w dziedzinie kultury.
Jeszcze kilka lat temu największą obawą było to, że nie będzie miał komu przekazać dziedzictwa. Że sekret zamknie się razem z nim w pracowni i zginie.
Nie zginie.
Relacja z konferencji jubileuszowej z okazji 500-lecia cieszyńskiego rusznikarstwa artystycznego, Zamek Cieszyn, Budynek B Szkoły Rzemiosł, 23 maja 2026.










