Zgłoszenie wpłynęło do straży miejskiej 10 maja, po godzinie 18:00. Na miejscu potwierdzono, że chodzi o dużego gada z gatunku boa constrictor, popularnego w hodowlach egzotycznych. Zwierzę nie stanowiło zagrożenia dla osób przebywających w parku - już nie żyło. Wszystko wskazuje na to, że zostało wcześniej wypuszczone lub porzucone.
Boa dusiciele naturalnie występują w zupełnie innym środowisku niż miejskie parki. Spotyka się je w Ameryce Środkowej i Południowej – w wilgotnych lasach tropikalnych, na terenach nadrzecznych i w gęstej roślinności, gdzie mogą ukrywać się i polować. Lubią ciepło, stabilną temperaturę i dostęp do wody. W naturze potrafią dorastać do kilku metrów długości i polują przez duszenie zdobyczy, najczęściej drobnych ssaków i ptaków. To zwierzęta przystosowane do zupełnie innych warunków klimatycznych, których w Polsce po prostu nie ma.
W warunkach, jakie mamy w naszym kraju, takie zwierzę nie ma szans na przetrwanie. Nawet jeśli przez chwilę poradzi sobie w cieplejsze dni, szybko przegrywa z temperaturą, wilgocią i brakiem odpowiedniego środowiska. To nie była ucieczka do naturalnego życia, tylko droga do śmierci.
Straż miejska przypomina, że porzucanie zwierząt – także egzotycznych – jest traktowane jako znęcanie się. Jeśli ktoś nie jest w stanie zapewnić stworzeniu odpowiednich warunków, powinien szukać pomocy u specjalistów albo organizacji, które zajmują się takimi przypadkami. Wypuszczenie do parku nie rozwiązuje problemu, tylko go pogłębia.
Pod informacją o zdarzeniu szybko pojawiły się komentarze. Wiele osób nie kryło oburzenia. Pojawiały się głosy o "wyrzucaniu zwierząt jak rzeczy”, pytania o to, kto ponosi odpowiedzialność i czy takie hodowle nie powinny być lepiej kontrolowane. Były też bardziej rzeczowe uwagi, że takie zwierzęta często są rejestrowane i teoretycznie da się ustalić właściciela.
Historia z Tychów nie jest odosobniona. Kilka dni wcześniej podobne znalezisko pojawiło się w Rudzie Śląskiej, gdzie w lesie znaleziono martwe egzotyczne węże, najprawdopodobniej pytony. Okoliczności również wskazują na porzucenie przez człowieka. Sprawą zajęły się służby, które próbują ustalić, skąd zwierzęta się tam wzięły.
Dwie różne lokalizacje, ale schemat wygląda podobnie. Egzotyczne zwierzę trafia do parku, lasu i nie ma szans na przeżycie. Pozostaje pytanie, kto i dlaczego zdecydował się je tam zostawić.
Źródło: Straż Miejska w Tychach













