Kiedyś bebok służył do dyscyplinowania dzieci, gdy te były niegrzeczne. W opowieściach przekazywanych w śląskich domach bebok nie potrzebował dokładnego opisu. Dorośli często przywoływali go słowami “bo cię bebok zje”. Mógł czaić się w miejscu ciemnym, obcym albo takim, do którego dziecko nie powinno chodzić samo. Trudno szukać szukać jednej „prawdziwej” twarzy dawnego beboka. Jego siła tkwiła raczej w niedopowiedzeniu. Wystarczyło podejrzenie, że może być gdzieś blisko. A każde dziecko (i dorosły) wyobrażało w swojej głowie inny kształt.
Właśnie z wyobraźni wzięły się katowickie figurki – z postaci znanej śląskiej wyobraźni, której Grzegorz Chudy postanowił dać własny wygląd i zupełnie nowe zajęcie. Dzisiaj bebok nie skrywa się już w ciemnościach. Można go spotkać w kawiarni z filiżanką lub w drodze na szychtę. Przypomina o śląskich opowieściach, ale każda jego figurka mówi też coś o swojej dzielnicy lub gospodarzach. Katowickie beboki ukazują straszaka w różnych formach: z rogami, w czapkach, trzymających coś w łapach. A każdy chętnie ich szuka i robi im zdjęcia.
29 września, w Dzień Beboka, warto przyjrzeć się im trochę uważniej.
Od rysunku dla dziecka do figurek z brązu
Za wyglądem katowickich beboków stoi Grzegorz Chudy, artysta związany z Nikiszowcem. Maluje akwarele inspirowane Śląskiem, ilustruje książki i zajmuje się popularyzowaniem regionalnej kultury, również wśród najmłodszych. Beboki pojawiły się w jego pracach na długo przed tym, zanim stanęły na ulicach.
Początek był bardzo zwyczajny: Chudy narysował beboka dla dziecka. Potem powstawały kolejne obrazy i album poświęcony tym postaciom. Z czasem pojawił się pomysł, by bohaterowie akwarel stali się ozdobą Nikiszowca. W wykonaniu pierwszych figurek pomogli Dariusz Kik i Karolina Piechota, związani z zabrzańską pracownią odlewniczą.
W wersji Chudego bebok może wyglądać na groźnego, ale w gruncie rzeczy chce żyć po swojemu. Artysta opowiadał, że tę wizję stworzył razem z córką: ich stworki miały przebywać wśród ludzi, jedynie udając straszne, żeby nikt im nie przeszkadzał. Dzięki temu bebok dostał charakter, który pozwala mu równie dobrze maszerować do pracy, odpoczywać przy kawie czy towarzyszyć mieszkańcom w drodze przez miasto.
Najpierw Nikiszowiec, potem całe Katowice
Pierwsze stałe figurki stanęły na Nikiszowcu w lipcu 2021 roku. Wincynt (bo tak nazywa się bebok przed kościołem św. Anny) idzie na szychtę, a drugi bebok zatrzymał się przy Cafe Byfyj na kawę. Ich zajęcia pasują do otoczenia i sprawiają, że nie są dwiema kopiami tej samej postaci.
Jeszcze tego samego roku beboki dotarły do centrum. 29 września 2021 roku przed Galerią Katowicką odsłonięto parę wybierającą się na zakupy. Dziś znamy ją jako Frelkę i Miglanca. Stoją przy wejściu od ulicy 3 Maja, w miejscu, przez które każdego dnia przechodzą ludzie spieszący się na pociąg. Czy zwrócą uwagę na uroczą parkę?
Z czasem figurki zaczęły pojawiać się także przy muzeach, instytucjach kultury i w kolejnych dzielnicach. Niektóre łatwo wypatrzyć, inne wymagają zwolnienia kroku. Warto wtedy spojrzeć nie tylko na samego beboka, lecz także na to, co ma przy sobie i dlaczego stanął akurat w tym miejscu.
Przy oddziale Muzeum Historii Katowic na Nikiszowcu można spotkać Sztefę i Erwinka. Sztefa niesie kosz do pralni, co nawiązuje do historii opowiadanej w muzeum. Ich imiona upamiętniają Stefanię Blaut, mieszkankę, która dzieliła się swoją wiedzą z muzealnikami, oraz Erwina Sówkę, malarza Grupy Janowskiej. Ktoś, kto zatrzyma się przy figurkach tylko na zdjęcie, może tych historii nie poznać. Kto zapyta o kosz i imiona, dowie się czegoś o dawnych mieszkańcach Nikiszowca.
Podobnie o historii przypomina nam Baildonowiec, bebok hutnik-walcownik stojący na historycznym terenie Huty Baildon. Z kolei Ficio przy siedzibie NOSPR prowadzi skojarzenia w stronę muzyki. Każda z tych postaci ma inny punkt wyjścia, choć wszystkie należą do tej samej katowickiej rodziny.
Kiedy obchodzimy Dzień Beboka?
Dzień Beboka przypada 29 września. Święto daje okazję do poznania nie tyle samych figurek, ale też miejsc, w których zamieszkały. W poprzednich latach obchody odbywały się między innymi na Nikiszowcu, Giszowcu i w Fabryce Porcelany. W 2026 roku w programie znalazły się warsztaty, spotkania oraz wystawa akwarel Grzegorza Chudego „Nie taki bebok straszny”.
Nie trzeba jednak czekać na zorganizowany spacer, żeby wybrać się śladem beboków. Można zacząć od figurki spotkanej po drodze i sprawdzić, skąd wzięły się jej imię oraz wygląd. Niewielki straszek bywa całkiem dobrym przewodnikiem po historiach, które na co dzień łatwo minąć.
Oswojone beboki w naszych domach
O tym, jak bardzo Katowice i cały Śląsk pokochały te stworki, świadczy fakt, że na stałe weszły one do regionalnej popkultury. Śląskiego straszka możemy również zaprosić do własnego domu. Kultowa marka Gryfnie stworzyła całą kolekcję ubrań i gadżetów z bebokiem – od koszulek i czapek po przypinki czy breloki. Z kolei Porcelana Bogucice poświęciła mu miejsce w swojej „Kolekcji Śląskiej”, dzięki czemu bebok trafił na eleganckie filiżanki i kubki. Stworek stał się jednym z ważniejszych symboli współczesnego Śląska.
Bebok zajrzał również do nas. Jak wyglądał, zanim stał się gotową postacią? Z okazji jego święta uchylamy dla Was rąbka tajemnicy: w rolce na naszym Instagramie pokazujemy, jak powstawał – od pomysłu po projekt i rysunek. Zajrzyjcie tam, jeśli chcecie poznać naszego beboka trochę bliżej.















