Policyjna akcja „Kaskadowy Pomiar Prędkości” rzuciła nowe światło na to, jak jeździmy po śląskich drogach. Wynik? Ponad 3 tysiące wykroczeń w jeden dzień. Statystyka ta nabiera innego kształtu, gdy spojrzymy na to, co działo się na konkretnych odcinkach – od głównych dróg po lokalne skrzyżowania.
Sercem działań były miejsca statystycznie najbardziej niebezpieczne. W Bytomiu mundurowi, wspierani przez grupę SPEED, skupili się na ochronie pieszych, wystawiając ponad sto mandatów głównie w rejonie przejść. Jeszcze intensywniej było w Sosnowcu. Tam 29 funkcjonariuszy nie tylko wyłapało 127 amatorów szybkiej jazdy, ale też wykluczyło z ruchu osoby, które za kierownicę w ogóle nie powinny wsiadać – w tym jedną z sądowym zakazem prowadzenia pojazdów. Co istotne, w trakcie trwania wzmożonych kontroli, w mieście nie doszło do ani jednego wypadku.
Działania policji były też okazją do weryfikacji wiedzy kierowców o nowych przepisach. W Mysłowicach, gdzie zatrzymano 74 osoby, przypominano o zmianie z 3 marca 2026 roku. Teraz prawo jazdy można stracić na trzy miesiące również poza miastem, na drogach jednojezdniowych, jeśli licznik pokaże o 50 km/h za dużo. Przekonała się o tym 42-latka zatrzymana w Dębiu pod Kłobuckiem – przekroczenie limitu o 62 km/h kosztowało ją nie tylko uprawnienia, ale i 2 tysiące złotych mandatu i 14 punktów karnych.
Obraz sytuacji różnił się w zależności od powiatu. Podczas gdy w Chorzowie niemal każda kontrola kończyła się mandatem (73 przypadki na 101 sprawdzonych aut), w Siemianowicach Śląskich czy powiecie cieszyńskim skala naruszeń była znacznie mniejsza. Policjanci z Cieszyna podkreślają jednak, że spokój w ich regionie należy interpretować przez pryzmat mobilizacji w całym województwie – kierowcy, widząc jeden patrol, zdejmowali nogę z gazu, wiedząc, że kilka kilometrów dalej może czekać kolejny.
Cała akcja sprowadza się do prostego wniosku: prędkość pozostaje głównym problemem na drogach. Policja zwraca przy tym uwagę na istotne rozróżnienie – limit na znaku to jedno, ale „prędkość bezpieczna” to coś innego. Można jechać zgodnie z przepisami, a i tak zbyt szybko względem gęstego ruchu, deszczu czy słabej widoczności.
Kaskadowy pomiar prędkości to nie tylko tysiące mandatów i kilkanaście zatrzymanych praw jazdy. To przede wszystkim sygnał dla kierowców, że bezpieczeństwo na drodze nie zależy od szczęścia, ale od świadomości, że nadzór policji może pojawić się w każdym, nawet najmniej spodziewanym miejscu.
Źródło: Policja













