To nie były manewry, w których wszystko dzieje się gładko i bez tarć. Strażacy od początku wiedzieli, że nie jadą do Trzebini na łatwe ćwiczenia. Dym, hałas, pośpiech, komendy rzucane w krótkich zdaniach i kolejne zadania, które nie dawały chwili oddechu – właśnie w takich warunkach trzeba było działać. Raz w tle był pożar lasu, innym razem hala magazynowa, z której trzeba było wyprowadzić akcję gaśniczą. Chwilę później ćwiczenia przenosiły się na dach, gdzie czekała osoba poparzona, albo w okolice taśmociągu węglowego, gdzie trzeba było ratować poszkodowanego porażonego prądem. Było też zderzenie samochodu z pociągiem i jedna z tych sytuacji, które od razu ściskają żołądek – akcja przy osobie wbitej na pręt.
Właśnie ta zmienność robi tu największe wrażenie. Strażacy nie ćwiczyli jednego schematu, który można wykuć na pamięć. Musieli przeskakiwać z jednego typu zagrożenia w drugi, zmieniać sposób myślenia, dostosowywać działania do miejsca i obrażeń poszkodowanych. Raz liczył się teren otwarty i szybkie opanowanie ognia, raz precyzja w przestrzeni przemysłowej, a innym razem spokojne i ostrożne działanie, gdzie każdy ruch miał znaczenie. Takie ćwiczenia uczą nie tylko techniki. Uczą także opanowania i tego, jak zachować porządek w głowie, gdy wokół dzieje się naprawdę dużo.
W Trzebini liczyła się też współpraca. To właśnie podczas takich manewrów najlepiej widać, czy zespół umie działać razem. Czy ludzie słyszą się nawzajem, czy informacje płyną szybko i jasno, czy każdy wie, co ma robić, gdy napięcie rośnie z minuty na minutę. W spokojnych warunkach wiele rzeczy wygląda dobrze. Dopiero w scenariuszach mrożących krew w żyłach wychodzi, czy jednostka jest gotowa do prawdziwego działania, a nie tylko dobrze przygotowana na papierze.
Strażacy z Psar po zakończeniu ćwiczeń podkreślali, że był to intensywny i wymagający dzień, ale właśnie dlatego tak potrzebny. Tego rodzaju manewry pozwalają sprawdzić się w warunkach możliwie bliskich prawdziwym akcjom, a przy okazji wymienić doświadczenia z innymi zespołami. Podczas zagrożenia nikt nie zaczyna od tłumaczenia podstaw. Tam trzeba wejść do działania od razu, bez zawahania.
Ćwiczenia przygotowują na sytuacje rzadkie, trudne i niebezpieczne. Im więcej z nich uda się przepracować wcześniej, tym większa szansa, że podczas prawdziwej akcji wszystko zadziała szybciej, sprawniej i pewniej.
Dla postronnych to może być tylko seria symulacji. Dla strażaków to bardzo potrzebny sprawdzian i przypomnienie, że gotowość nie bierze się z samego munduru. Buduje się ją właśnie w takich chwilach – w dymie, hałasie, pod presją i w pracy, którą trzeba wykonać razem.
Źródło: FB OSP Psary













