Inicjatorzy referendum dostarczyli 12 031 podpisów. Po weryfikacji za prawidłowe uznano 7410, choć do uruchomienia procedury potrzebnych było blisko 10,7 tys. Komisarz wyborczy zakwestionował ponad 4,6 tys., czyli ponad 38 proc. wszystkich złożonych podpisów. Wśród nieprawidłowości wskazano m.in. brak praw wyborczych do właściwej rady, błędy w adresach, wielokrotne podpisy tych samych osób oraz nieprawidłowe numery PESEL. Na listach znalazło się też 179 osób zmarłych.
W całej sytuacji nie chodzi o nieudaną próbę zebrania podpisów, lecz padły pytania: jak część danych znalazła się na kartach? Czy doszło do fałszerstw? Prezydent Bytomia Mariusz Wołosz zapowiedział zawiadomienie prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, taką samą decyzję podjął komisarz wyborczy.
Sprawa ma wymiar polityczny. Referendum lokalne jest narzędziem kontroli władzy, jednak wymaga poprawnie zebranych podpisów osób uprawnionych do głosowania. W Bytomiu zabrakło nie drobnej korekty, lecz kilku tysięcy ważnych głosów poparcia. W efekcie procedura zatrzymała się jeszcze przed etapem głosowania.
Grupa referendalna zapowiedziała, że nie rezygnuje z kolejnej próby. W swoim stanowisku wskazywała m.in. na pomyłki mieszkańców dotyczące miejsca zamieszkania i zameldowania oraz deklarowała ponowne złożenie wniosku. Na razie jednak decyzja komisarza jest jednoznaczna: referendum w Bytomiu nie odbędzie się, a sprawa podpisów trafi do organów ścigania. Na kolejne informacje musimy jeszcze poczekać.
Źródło: UM Bytom













