Nazwisko na szkolnym sztandarze, tabliczka przy ulicy, portret w podręczniku. W taki sposób często spotykamy ludzi zasłużonych dla edukacji. Znamy ich nazwiska, czasem potrafimy dopasować do nich zawód. Rzadziej zastanawiamy się, jak wyglądała ich praca i dlaczego miała znaczenie dla mieszkańców regionu.
14 października daje dobry powód, by przyjrzeć się tym biografiom uważniej. Za nazwiskiem Lompy stoi nauczyciel przygotowujący książki dla śląskich czytelników. Miarka to pedagog, który z czasem znalazł znacznie większą grupę odbiorców wśród czytelników prasy. Kubisz przypomina o potrzebie współpracy między nauczycielami, a Goeppert-Mayer o tym, że nawet wybitne wykształcenie nie zawsze wystarczało, by otrzymać miejsce na uczelni.
Dzień Nauczyciela. Dlaczego świętujemy 14 października?
Potocznie mówimy o Dniu Nauczyciela, choć oficjalna nazwa święta brzmi Dzień Edukacji Narodowej. Data upamiętnia powołanie Komisji Edukacji Narodowej 14 października 1773 roku. Dlatego przy tej okazji warto pamiętać o całym środowisku związanym z nauczaniem i wychowaniem.
W szkolnej codzienności ten dzień kojarzy się z życzeniami, kwiatami i podziękowaniami. Można jednak wykorzystać go także do rozmowy o samej edukacji. O tym, kto miał do niej dostęp, w jakim języku mógł się uczyć i skąd brał książki. W historii Śląska te pytania zaprowadziły nas do konkretnych ludzi.
Józef Lompa. Nauczyciel, który pisał książki dla swoich czytelników
Józef Lompa urodził się w 1797 roku w Oleśnie. Jego droga do zawodu nauczyciela nie była prosta. Rodzinie brakowało pieniędzy na zaplanowaną naukę w Opolu, a młody Lompa podejmował różne zajęcia, zanim ukończył seminarium nauczycielskie we Wrocławiu. Ostatecznie na wiele lat związał się z Lubszą koło Woźnik.
To właśnie praca nad książkami pozwala najlepiej zrozumieć jego miejsce w historii edukacji. W 1821 roku wydał „Krótkie wyobrażenie historii Szląska dla szkół elementarnych” – podręcznik przedstawiający dzieje regionu po polsku. Przygotowywał też inne materiały szkolne i publikacje przeznaczone dla szerokiego grona odbiorców.
Dziś uczeń może w kilka sekund znaleźć mapę, objaśnienie pojęcia czy film o historii swojej miejscowości. W świecie Lompy dostęp do takich wiadomości wymagał książki, a wcześniej kogoś, kto ją opracuje i doprowadzi do wydania. Nauczyciel stawał się więc autorem materiałów, z których można było korzystać poza jego klasą.
Zainteresowania Lompy wykraczały daleko poza szkolny program. Pisał poradniki dotyczące gospodarowania, zajmował się historią śląskich miejscowości i zbierał miejscowe opowieści. Jego dorobek łączył praktyczną wiedzę z zainteresowaniem kulturą regionu.
Właśnie ten związek jest szczególnie ciekawy. Edukacja obejmowała u niego zarówno poznawanie świata, jak i przyglądanie się najbliższemu otoczeniu. Historia miejscowości czy opowieść przekazywana przez mieszkańców również zasługiwały na zapisanie. Dzięki temu wiedza o Śląsku mogła trafić do kolejnych czytelników.
Karol Miarka. Ze szkoły w Pielgrzymowicach do redakcji „Katolika”
Karol Miarka, urodzony w 1825 roku w Pielgrzymowicach, dorastał w rodzinie nauczyciela. Sam także wybrał ten zawód. Po nauce w seminarium w Głogówku pracował między innymi w Lędzinach, Urbanowicach i Piotrowicach, a w 1850 roku objął posadę w rodzinnej miejscowości po zmarłym ojcu.
W jego biografii warto zatrzymać się przy czymś, co łatwo pomija skrótowa notka: Miarka przez lata sam się dokształcał. Czytał, poznawał historię i filozofię, rozwijał zainteresowania literackie. Początkowo robił to przede wszystkim po niemiecku i w tym języku pisał pierwsze utwory. Zainteresowanie polską literaturą oraz zaangażowanie na rzecz polszczyzny kształtowały się u niego stopniowo, pod wpływem lektur i spotkań z innymi ludźmi.
To ważny element jego opowieści. Pokazuje człowieka, który także po zdobyciu zawodu rozwijał swoją wiedzę i zmieniał poglądy. Jego późniejsza działalność wyrastała z tego procesu.
W 1869 roku Miarka odszedł z pracy nauczycielskiej w Pielgrzymowicach i przeniósł się do Królewskiej Huty, dzisiejszego Chorzowa. Związał się z pracą redakcyjną, a pod jego kierownictwem „Katolik” stał się ważnym pismem dla polskojęzycznych mieszkańców Górnego Śląska.
Miarka zaczął docierać do większej liczby odbiorców – zamiast lekcji prowadzonej w jednej miejscowości pojawiła się gazeta, którą można było czytać w wielu domach na Śląsku. Prasa dostarczała wiadomości, pozwalała poszerzać horyzonty i uczestniczyć w sprawach publicznych. W takim ujęciu działalność Miarki pozostaje bliska edukacji: pomagała czytelnikom lepiej orientować się w świecie, w którym żyli.
Jerzy Kubisz. Nauczycielom też potrzebna jest wymiana wiedzy
Jerzy Kubisz urodził się w 1862 roku w Końskiej pod Cieszynem. Pracował między innymi w Wiśle-Czarnem i Datyniach Dolnych, a później przez wiele lat kierował szkołą w Kocobędzu. Jego działalność przypomina, że historia śląskiej edukacji obejmuje również Śląsk Cieszyński, w tym miejscowości znajdujące się dziś po czeskiej stronie granicy.
Kubisz zajmował się nauczaniem dzieci, ale dużo uwagi poświęcał także warunkom pracy pedagogów. Współtworzył środowisko, z którego wyrosło Polskie Towarzystwo Pedagogiczne na Śląsku, i został jego pierwszym prezesem. W 1892 roku rozpoczął wydawanie „Miesięcznika Pedagogicznego”, poświęconego sprawom wychowania i nauczania.
Pismo dawało nauczycielom możliwość dzielenia się doświadczeniami i poznawania sposobów pracy innych osób. W czasach, gdy kontakt między szkołami wymagał znacznie więcej wysiłku niż dziś, miało to szczególną wartość. Pedagog pracujący w niewielkiej miejscowości potrzebował przecież dostępu do nowych pomysłów i rozmowy o problemach, z którymi spotykał się na lekcjach.
Kubisz był również współautorem elementarza dla szkół ludowych, z którego korzystały kolejne pokolenia mieszkańców ziemi cieszyńskiej. Jego działania łączyły przygotowywanie materiałów dla uczniów ze wspieraniem samych nauczycieli.
Przy okazji Dnia Nauczyciela ta historia brzmi bardzo współcześnie. Dobra lekcja wymaga przygotowania, a rozwój zawodowy – czasu, materiałów i kontaktu z innymi. Kubisz pomagał tworzyć właśnie takie zaplecze dla nauczycieli.
Maria Goeppert-Mayer. Katowicki początek drogi do Nobla
Maria Goeppert-Mayer wnosi do tej opowieści perspektywę nauki akademickiej. Urodziła się w Katowicach w 1906 roku, jednak jako kilkuletnie dziecko przeprowadziła się z rodzicami do Getyngi. Tam zdobyła wykształcenie i w 1930 roku obroniła doktorat pod kierunkiem Maxa Borna. Jej związek ze Śląskiem dotyczy więc początku biografii; karierę rozwijała w Niemczech i Stanach Zjednoczonych.
Dorastała w rodzinie, w której ceniono naukę. To zapewniło jej wsparcie w zdobywaniu wykształcenia, ale później nie uchroniło przed przeszkodami zawodowymi. Po wyjeździe do USA przez lata pracowała naukowo bez zwykłego, płatnego stanowiska akademickiego. Barierą były między innymi zasady ograniczające zatrudnianie małżonków pracowników uczelni.
Stałą posadę profesorską otrzymała na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego w 1960 roku – trzy dekady po doktoracie. Trzy lata później została laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki.
Wyróżnienie otrzymała za odkrycia dotyczące powłokowej struktury jądra atomowego, niezależnie rozwijane również przez Hansa Jensena. Model pomagał wyjaśnić, dlaczego jądra zawierające określone liczby protonów lub neutronów wykazują szczególną stabilność.
Na Dzień Nauczyciela warto przypomnieć jej historię także ze względu na pytanie, które rodzi : czy zdolności i wykształcenie bez odpowiednich warunków wystarczą, żeby odnieść akademicki sukces? W edukacji wiele uwagi poświęcamy odkrywaniu talentów. Biografia Goeppert-Mayer pokazuje, jak ważne jest również to, co dzieje się później – możliwość dalszej nauki, pracy i uczestniczenia w życiu naukowym.
Co zostaje po nauczycielu?
Po Lompie zostały książki i zapisane śląskie historie. Po Miarce – dorobek, który pozwala zobaczyć bliski związek edukacji z prasą. Kubisz pozostawił przykład pracy na rzecz całego środowiska nauczycielskiego. Goeppert-Mayer współtworzyła wiedzę, z której korzystali kolejni badacze.
Przyglądając się tym czterem biografiom, można zobaczyć, jak różnie wygląda przekazywanie wiedzy. Czasem będzie to elementarz, czasem artykuł, rozmowa między pedagogami albo pytanie badawcze. W każdym przypadku na pewno potrzebny jest ktoś, kto podejmie tę pracę.
14 października warto wrócić także do własnych wspomnień. Do nauczycielki, która poleciła książkę. Nauczyciela, który cierpliwie tłumaczył zadanie. Osoby, która dostrzegła zainteresowanie i pomogła je rozwinąć. Takich historii nie znajdziemy zwykle na tablicach pamiątkowych, ale dla uczniów będą ważne przez wiele lat.
















