Palmy wróciły do centrum Katowic po zimowaniu w hali Katowickich Wodociągów w Panewnikach. To tam przez chłodniejsze miesiące miały zapewnioną odpowiednią temperaturę i doświetlenie, a przed transportem na Rynek zostały nawiezione i przycięte przez pracowników Zakładu Zieleni Miejskiej.
Przewiezienie roślin nie przypomina domowego przesadzania kwiatów czy ustawienia donic na chodniku. Palmy są wysokie i ciężkie, dlatego trzeba było transportować je w pozycji leżącej, zabezpieczyć pasami i przenieść przy użyciu dźwigu. Największa z nich, Grażyna, razem z donicą waży około 2,5 tony. Od tego sezonu każda z palm ma też własną tabliczkę z imieniem – Grażyna, Ania, Kasia i Stasia nawiązują do pierwszych opiekunek roślin z Zakładu Zieleni Miejskiej.
Palmy nie są w Katowicach nowym pomysłem. Jak przypominają władze miasta, podobne rośliny pojawiały się w centrum już w latach 60. XX wieku – można było zobaczyć je w okolicach dzisiejszego placu Kwiatowego, a dawniej także przy wejściu do głównego dworca kolejowego. Od około dekady wracają sezonowo na Rynek i są jednym z bardziej rozpoznawalnych letnich akcentów w śródmieściu.
To daktylowce kanaryjskie, czyli Phoenix canariensis. Naturalnie rosną na Wyspach Kanaryjskich, lubią światło i dobrze znoszą suszę, ale w polskim klimacie wymagają znacznie większej opieki. W sezonie każda palma – nawet najsmuklejsza Stasia – potrzebuje regularnego podlewania, jednorazowo od 30 do 50 litrów wody. Zimą nie zostają na zewnątrz, bo choć silne egzemplarze potrafią wytrzymać krótkie spadki temperatury, stałe mrozy byłyby dla nich zbyt dużym ryzykiem.
Powrót palm co roku przyciąga uwagę przechodniów. Jedni robią zdjęcia, inni żartują z ich imion, a część traktuje je jak znak, że centrum Katowic przechodzi w cieplejszy, letni tryb. W komentarzach mieszkańcy również nie kryją zadowolenia, szczególnie z pomysłu podpisania donic imionami palm.
Źródło: UM Katowice













